niedziela, 27 maja 2018

HOME ABOUT PAGE CONTACT BLOG TESTIMONIALS Bereza KARTUSKA , polski obóz koncentracyjny. Katownia II RP HISTORIA .

Bereza KARTUSKA , polski obóz koncentracyjny. Katownia II RP HISTORIA .

Bereza Kartuska miała jeden cel - złamać psychicznie osadzonych tak, aby już nigdy nie sprzeciwiali się władzom państwowym. Na zdjęciu z połowy lat 30. dawne carskie koszary w Berezie Kartuskiej, gdzie w 1934 r. władze zorganizowały

Bereza, polski obóz koncentracyjny

prof. Andrzej Garlicki*
O to przykład traktowania więzniów..
Więźniowie czyścili ustępy małą szmatką, a w praktyce gołymi rękami. Przed posiłkiem nie pozwalano umyć rąk ubrudzonych kałem. Gdy jeden z więźniów zwrócił się z taką prośbą, usłyszał: „Ty kurwo inteligencka, możesz obiad z gównem jeść”. Obóz w Berezie Kartuskiej opisuje znany historyk
Miasto Bereza Kartuska znajduje się w województwie poleskim. Jeszcze przed I wojną światową osadzono w Berezie duży garnizon wojskowy, a po wojnie powstała tam Szkoła Podchorążych Piechoty. Szczytowy okres rozwoju miasteczka przypadł na okres po roku 1848, po wybudowaniu tzw. szosy brzeskiej, najruchliwszej drogi łączącej Warszawę ze wschodem. Dodatkowo miasto znajdowała się obok arterii kolejowej Warszawa – Moskwa (1/3 km od miasta). W 1931 roku Bereza liczyła 4571 mieszkanców
W  Berezie Kartuskiej miejsce odosobnienia.
Na początku lat 30-tych XX wieku Polsce, tak samo jak w Europie, można zaobserwować proces zaostrzania się kursu władzy wobec opozycji, zresztą na wzór Niemiec i ZSRR. Oczywistym jest, że proces ten w II RP wiązał się z osobą wodza Józefa Piłsudskiego, który sprawował faktyczną totalitarną władzę w kraju,
Niewątpliwie pomysłodawcą utworzenia miejsca odosobnienia był prof. Leon Kozłowski,
Według niektórych źródeł Bereza Kartuska była wzorowana na hitlerowskim obozie koncentracyjnym Dachau w Bawarii, założonym w marcu 1933 roku, także dla więźniów politycznych. Obozy jenieckie istniały od początku II RP, jako pozostałość po zaborcach, m.in. w Strzałkowie, Dąbiu, Pikulicach, Wadowicach i Tucholi. Obozy te zostały przejęte po zaborcach, którzy zbudowali je podczas I wojny światowej. W latach 1919-1922 służyły około 80-85 tysiącom znanych jeńców armii sowieckiej, z których o najmniej 15-20 tysięcy zmarło. Późniejsze ich przeznaczenie nie jest jasne, a niektóre źródła, w tym rosyjskie sugerują wykorzystywanie ich m.in. do więzienia wrogów ustroju w tym komunistów, ale brak na to wyraźnej dokumentacji. zostala zniszczona
Ważnym czynnikiem tak dla lokalizacji a także lokalna ludność czyli społeczeństwo słabo wykształcone, bardzo nieuświadomione politycznie, zainteresowane wyłącznie własnymi sprawami, mieszkające w jednym z najuboższych regionów Polski. W tej sytuacji nie interesowali się oni obozem karnym, znajdującym się na obrzeżach miasta
Ciekawym był sam proces wysyłania podejrzanego do miejsca odosobnienia w Berezie. Starosta występował do miejscowego wojewody z wnioskiem o skierowanie określonej osoby do miejsca odosobnienia czyli do łagru. Jeśli wojewoda wyrażał opinię pozytywną, to wtedy wniosek ten trafiał do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, do Departamentu I Politycznego, gdzie dyrektor zbierał codziennie nadesłane nazwiska i przedstawiał je ministrowi. Kiedy wniosek o umieszczenie jakiejś osoby był rozpatrywany pozytywnie, wojewoda był o tym listownie informowany, a drugi egzemplarz tego dokumentu trafiał do sędziego śledczego, któremu podlegał obóz – jego siedziba znajdowała się w Brześciu nad Bugiem. Formalnie to on musiał zaakceptować skierowanie danej osoby do miejsca odosobnienia, ale nigdy nie odrzucił takiego wniosku, akceptując decyzje MSW. To on także decydował o ewentualnym przedłużeniu pobytu więźnia w Berezie, na wniosek komendanta obozu. Często zdarzało się także, że z takim wnioskiem występował wojewoda terenu, z którego pochodził więzień. W czasach, kiedy Felicjan Sławoj- Składkowski był ministrem spraw wewnętrznych, często akty i dokumenty były podpisywane przez niego niejako automatycznie, bez czytania – zdawał się on na wiceministrów, którzy wcześniej parafowali podpisywany przez ministra dokument. I tak można było zostać już łagiernikiem w swej Ojczyźnie.
Więzienie w Berezie Kartuskiej organizowali: dyrektor Departamentu Politycznego w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Wacław Żyborski oraz naczelnik Wydziału Narodowościowego w tymże departamencie płk Leon Jarosławski. Nadzór nad nim ze względu na właściwość terytorialną sprawował wojewoda poleski płk. Wacław Kostek-Biernacki, często utożsamiany z jego komendantem. Faktycznie byli nim inspektorzy policji Bolesław (niekiedy podawane jest imię Jan) Greffner z Poznania, a po nim Józef Kamala-Kurhański. Wojewoda poleski w latach 1932-1939 czyli Wacław Kostek Biernacki, wcześniej komendant twierdzy brzeskiej został po II wojnie światowej skazany za faszyzację i zwalczanie ruchu komunistycznego w okresie sanacyjnym na wieloletnie więzienie w PRL, gdzie zmarł w 1957 roku. Celem obozu było złamanie psychiczne osadzonych, aby już nigdy nie sprzeciwiali sie władzom państwowym. Zakładano, że wystarczy na to 3 miesiące, ale opornym można było przedłużyć pobyt. W obozie oprócz tortur psychicznych nieustannie znęcano się fizycznie nad osadzonymi. Taki areszt wydobywczo- prewencyjny w postaci sanacyjnego łagru.

Sprawujący wówczas funkcję premiera. Nie jest tajemnicą, że Leon Kozłowski pozostawał pod  wpływem wzrastającej popularności faszyzmu niemieckiego i włoskiego, a zwłaszcza jednego z  odczytów J. Goebbelsa, mówiącego o wychowawczej roli obozów koncentracyjnych w  Niemczech. Józef Piłsudski wyraził zgodę na utworzenie obozu formalnie na okres jednego  roku, należy jednak pamiętać, że zmarł jeszcze w roku 1934, a kolejni premierzy nie zdecydowali  się rozwiązać Berezy – funkcjonowała więc do 1939 roku.Około 16 tysięcy osób, które przewinęły się przez obóz w Berezie Kartuskiej
Obóz funkcjonował do końca II Rzeczypospolitej w 1939, więźniowie zostali wypuszczeni przez Armię Czerwoną, którą traktowali jak zbawienie i dobrodziejstwo.

Jak spedzamy czas

DZIEŃ W BEREZIE
O godzinie 4, gdy zaczęto świtać, rozległ się gwizdek.”Pobudka!”
Pospiesznie ustawiamy się w dwuszereg. Za chwilę wpada straż policyjna.”Odlicz!”
Ktoś się w szeregu pomylił. Natychmiast pada komenda:”Padnij! Powstań!””Siad! Powstań!”
Poranna gimnastyka karna trwa przeszło kwadrans.Gwizdek. „Ubierać się!”
Wybiegamy na korytarz. Każdy chwyta przygotowane już dla nas łachmany więzienne. W ciągu 2-3 minut musimy być ubrani. Na wąskim korytarzu panuje niesłychany tłok. Jeden drugiego depcze. Z sadystycznym zadowoleniem policjanci wymachują gumą – to przed śniadaniem. Znowu gwizdek (W Berezie wszystko robi się na gwizdek). Chwytamy menażki i pędzimy na podwórze myć się. Biegniemy do beczek z wodą wśród szpaleru policjantów, nie żałujących nam kopnięć.
„Prędzej!””Szybciej!””My was nauczymy biegać!”
Kulawy na obie nogi Rosentreber, szewc z Sambora, musiał razem z nami brać udział w tym morderczym biegu. Wciąż się przewracał. Policjant Świerkowski biegł koło niego i śmiejąc się „pomagał” mu wstawać – butem. Nie zdążyliśmy się umyć, a już znowu gwizdek.
„Do jadalni na śniadanie – biegiem marsz!”
Mamy pięć minut czasu. Parzymy sobie usta czarną kawą. Dławimy się kęsami czarnego chleba. Gwizdek.
„Z powrotem do sali”. Na schodach witają nas policjanci gumą. Ledwie znaleźliśmy sio, na sali – znowu gwizdek.”Do ustępu – biegiem marsz!”
W każdym ustępie w ciągu pięciu minut kilkadziesiąt osób. Gwizdek.
„Biegiem na plac zbiórki!” Znowu biegniemy przez ten sam znęcający się szpaler policjantów.
Na podwórzu oczekuje nas aspirant Jarzecki w zastępstwie przebywającego w Warszawie inspektora Karmali-Kurhańskiego. Każdy z nas musi podejść do niego i zameldować się:
„Panie aspirancie, aresztowany X melduje posłusznie swoje przybycie do Miejsca Odosobnienia w Berezie Kartuskiej z miasta X”.
Gdy ktoś zameldował się niezbyt wyraźnie, natychmiast otrzymywał na rozkaz Jarzęckiego kilka pał od stojącego w pobliżu policjanta. Meldunek skończony. Wpędzają nas do „jadalni”, gdzie otrzymujemy igły i nici, by przyszyć numery do naszych więziennych bluz. Każdy aresztowany w Berezie dostaje numer zależnie od kolejności swego przybycia do obozu. Policjanci wołają nas po numerach: „aresztowany nr 410, aresztowany nr 395″ itd. Pod pretekstem, że numery nie są równo przyszyte – „poprawiają nas gumą”.
„Moja pałka – krzyczy Korczyński – zrobi z was, darmozjady, krawców!”
Gwizdek. Rozdzielają nas na grupy. Zaczyna się „praca”. W pierwszym dniu nie poznajemy jeszcze właściwej roboty katorżniczej, ale już teraz odczuwamy jej przedsmak. W bloku aresztanckim zemdlał Pancer, robotnik ze Lwowa, mający za sobą już kilkuletnie więzienie. W parku stracił przytomność pobity do krwi Fischer, malarz pokojowy ze Lwowa. Ocucono go pałkami gumowymi. Student filozofii Izydor Press z Przemyśla musiał z powodu rzekomej „opieszałości” przy pracy pięć razy przebiec tam i z powrotem długi, 120-metrowy korytarz i wreszcie meldować się stojącemu na drugim końcu korytarza policjantowi Muszyńskiemu.
„Nic nie słyszę! Głośniej, draniu jeden!” – rechocząc odpowiadał Muszyński.
Przeszło pół godziny mały aresztant o dziecinnej twarzy stał w pozycji na baczność i ochrypłym głosem z całych sił wołał:
„Panie komendancie, aresztowany Izydor Press melduje się posłusznie na rozkaz!”
„Nie słyszę! Do mnie – biegiem marsz! Nauczę cię, nędzny filozofie, głośniej meldować!” – woła wreszcie policjant.
„Melduję posłusznie – próbuje bronić się Press – że krzyczałem ze wszystkich sił”.”Szczeniaku jeden – ryczy Muszyński – stul pysk!”
Wali go pięścią w zęby i na podłodze poprawia butem.
O godzinie 11 rozlega się gwizdek. Koniec pracy przedpołudniowej. Wracamy na salę i czekamy na powrót wszystkich grup z pracy. Gwizdek, „Po obiad – biegiem marsz!” Znowu szpaler policjantów. Porcja uderzeń i jesteśmy w jadalni. Prawie nikt z nas nie może przełknąć obiadu z powodu całkowitego wycieńczenia. Po obiedzie – karkołomny bieg do beczek z wodą w celu umycia menażek, i z powrotem na salę. Marny trzy kwadranse odpoczynku. Przy otwartych drzwiach stoi policjant i z pałką w ręku przypomina, że nie wolno zmieniać ani na chwilę swego miejsca oznaczonego „wizytówką” – wolno tylko stać lub leżeć na cementowej posadzce. Wybiegamy na plac zbiórki. Każda grupa, otoczona policyjną eskortą, wraca do swej przedpołudniowej pracy. Znowu nas poganiają. „Prędzej! Szybciej! Ruszać się!” Znowu przekleństwa i wyzwiska. Razy spadają na zgięte grzbiety. Wieczorem gwizdek, koniec pracy. Padem wracamy na salę. Za chwilę biegniemy do jadalni na kolację. Gwizdek – już jesteśmy koło beczek z wodą Gwizdek – ruszamy z powrotem. Na korytarzu czekają policjanci, którzy walą w nas na oślep. Na wpół żywi wpadamy na salę, ale jeszcze nie zdążyliśmy nabrać tchu, a już musimy – czy ktoś chce, czy nie – biec do ustępu i biegiem wracać. Pokotem leżymy na podłodze. W otwartych drzwiach obserwuje nas policjant. Co chwilą wywołuje kogoś do siebie.
„Czemu, bandyto jeden, masz taką ponurą minę? Może ci się nie podoba Bereza? Nadstaw grzbiet”.
„Panie komendancie, aresztowany X. Y. prosi posłusznie o pozwolenie wrócenia na swoje miejsce”
O godzinie 7 wieczorem gwizdek Pytla – rzucamy się wszyscy na korytarz do rozbierania się. W ciągu kilku minut musimy być rozebrani, a lachy musimy ułożyć w równą kostkę z numerem na wierzchu. Pytel i Wieczorek kontrolują, czy kostki są równo ułożone. Raz po raz wywołują kogoś i dają mu na „dobranoc” kilka pał.
Apel. Odliczamy. Przy tej sposobności:”Padnij!” „Powstań!””Siad!” „Powstań!”Gwizdek: „Kłaść się spać”.
Jak ścięte kłody drzew zwalamy się na sienniki. Upłynął jeden dzień w Berezie, jedno ogniwo w długim łańcuchu piekielnych dni. Każdy leży tak, jak padł. W uszach szum. Ciało zdrętwiałe z bólu i przemęczenia, a sen nie nadchodzi. Potem już człowiek stępiał na wszystko. W ciągu pierwszych nocy zrywamy się niezliczoną ilość razy – wciąż nam się wydaje się że słyszymy gwizdek

Kochaneczku po co przyjechałe do Berezy-nastaw kark-wymierza mu kilkanascie pał

Moja pałka krzyczy policjant Korczyński zrobi z was krawców
Niedziela 19 kwietnia 1936 roku. Wieczór. Światła we lwowskim więzieniu „Brygidki” zgasły… Więźniowie układają się do snu. W naszej celi nr 79, w której normalnie siedziało 14-18 więźniów, przebywa obecnie kilkadziesiąt osób. Panuje zaduch nie do zniesienia, nie możemy zasnąć. Półgłosem rozmawiamy o walkach ulicznych w dniu 16 kwietnia we Lwowie, które pochłonęły 80 osob ponad 700 rannych 1500 aresztowanych,To był krwawy czwartek ?niespotykane w cywilizowanym swiecie by strzelac do konduktu pogrzebowego.. Zastanawiamy się, jak zareagują masy na krwawą rzeź we Lwowie. Nagle słychać jakieś odgłosy z korytarza… Stąpanie kroków, głuche uderzenia, stłumione okrzyki… Z hałasem otwierają się drzwi naszej celi. Wpada grupa dozorców z aspirantem Koniecznym na czele. Cuchnie od nich wódka. Wywołują nazwiska: „Zbierać się”. Nim zdążyliśmy zerwać się z łóżka, dopadają do nas, ściągają na podłogę, biją, tratują i wloką na korytarz. To samo dzieje się i w innych celach. Z korytarza pędzą nas na wartownię, której okna wychodzą na ulicę Kazimierzowską.
Aspirant Konieczny krzyczy do nas pozegnajcie na zawsze ze Lwowem
Na dany przez niego znak rzucają się na nas dozorcy więzienni. Pod groźbą skierowanych luf rewolwerowych musimy rozebrać się do naga. Pojedynczo wciągają nas do łazienki, biją gumowymi patkami i rękojeściami od rewolwerów. W bestialski sposób zostali pobici: Nawioka, dr Litwak, Schafel, Press, Jolles, Sperber, Fischer i inni. Specjalnym okrucieństwem odznaczali się: Konieczny, Sobota i Huk, którzy kopali nas, gdzie popadło. i We lwowskich ,,Brygidkach” dają nam odczuć przedsmak Berezy. Po zmasakrowaniu nas w łazience pozwalają się ubrać, ale przez dwie godziny musimy stać na baczność, twarzą do ściany. O godzinie 11 w nocy zaczyna się „strzyżenie” włosów. Każdy musi klęknąć, a oprawcy więzienni dosłownie wyrywają nam maszynką elektryczną włosy, zostawiając dla zeszpecenia „pejsy”. Krzyki i jęki rozdzierają ciszą nocną, przedostają się na zewnątrz. Ulice są puste… we Lwowie panuje stan wojenny.
O północy otwiera się brama więzienna. Uzbrojony od stóp do głów wkracza oddział policji. Zakuwają nas w kajdany i wrzucają do stojących przed wiezieniem aut ciężarowych. Asystuje przy tyra oficer armii. Otoczeni wieńcem motocykli, pod eskortą policjantów uzbrojonych w ręczne karabiny maszynowe jedziemy na Dworzec Główny. Tu dołączają grupę złodziei, zesłanych do Berezy wraz z nami, kilkudziesięcioma anty faszystami, aby pokazać opinii publicznej, że sprawcami lwowskich zajść są nie tylko „komuniści”, ale także szumowiny miejskie. Delegat Wojewódzkiego Wydziału Bezpieczeństwa wygłasza krótkie przemówienie, ostrzegając, byśmy się zachowywali spokojnie, gdyż w przeciwnym razie policja zrobi użytek z broni.
Pociąg rusza… Myśli krążą wokół bliskich, pozostawionych we Lwowie.
Na poszczególnych stacjach z grup kolejarzy stojących na peronie podnoszą się pięści do pozdrowienia antyfaszystowskiego. W południe pociąg przyjeżdża do Kowla. Dołączają do nas wagon, w którym znajduje się grupa ukraińskich działaczy robotniczych i chłopskich z Przemyśla, Sanoka, Sambora i Drohobycza. Po krótkim postoju ruszamy dalej. Dotychczas eskorta policyjna nie zezwoliła narn na zakup prowiantu. Przez cały czas jesteśmy skuci, dokucza nam pragnienie. Wszyscy jesteśmy pobici i zmęczeni.
Przez całą noc pociąg ‚nasz stoi w Brześciu. Nad ranem wyjeżdżamy. Za godzinę jesteśmy w Berezie na bagnistym Polesiu. Rozwiewa się mgła spowijająca poleskie miasteczko i oczom naszym ukazują się rozłożone po obu stronach szosy dwupiętrowe budynki z czerwonej cegły.
„To obóz koncentracyjny” – szepce Schafel, który zaledwie dwa miesiące temu został stąd zwolniony.
Z daleka widać granatowe mundury policjantów pełniących straż w obozie. Wkraczamy do Komendy Miejsca Odosobnienia (tak brzmi skromnie oficjalna nazwa polskiego obozu koncentracyjnego). Lwowska policja wycofuje się i otaczają nas strażnicy policyjni z Berezy. Od razu padają wyzwiska i przekleństwa. Popychani szturchańcami wchodzimy do kancelarii komendy.
Na ścianie olbrzymi obraz wojewody poleskiego, Kostka-Biernackiego. Tuż obok niego z prawej strony małe, ledwo widoczne fotografie Marszałka  oraz prezydenta Mościckiego. . Degenerat i sadysta Biernacki, znany ze znęcania się w twierdzy wojskowej w Brześciu w roku 1930 nad przywódcami sejmowej opozycji demokratycznej: Witosem, Liebermanem, Barlickim, jest  władcą osadzonych w obozie koncentracyjnym. Jego przyboczny sędzia śledczy wydaje na podstawie zwykłej denuncjacji szpicla lub konfidenta wysłanym do Berezy przeciwnikom rządu nakaz osadzenia w obozie na 3 miesiące, który praktycznie jest  przedłużany. Kostek-Biernacki osobiście czuwa nad udoskonaleniem wyrafinowanego systemu maltretowania internowanych.
W Miejscu Odosobnienia panuje bezwzględna cisza” – głosi regulamin.
„To znaczy – dodaje Pytel – że nie wolno Warn, s…syny, słowa wypowiedzieć. Jesteście niemi. Dosyć pyskowaliście na wolności. Odpowiadać wolno tylko na pytania panów komendantów. Każdy policjant musi być w Berezie tytułowany przez was: panie komendancie”.
„Każdy rozkaz musi być wykonywany przez aresztowanego szybko i ochoczo”.
„To znaczy – dodaje Pytel – że przez cały czas pobytu w obozie nie wolno aresztowanemu nawet trzech kroków zrobić zwykłym krokiem. Zawsze musicie biegać. Przy pracy musicie poruszać się szybko My wam pokażemy w Berezie amerykańskie tempo”.
,”Niewykonanie rozkazu zostanie przełamane siłą. a nawet użyciem broni”.
„Bici i tak będziecie – komentuje ochrypłym głosem Pytel – ale biada temu, kto się nam przeciwstawi”.
„Reszta regulaminu nie jest dla was ważna – wtrąca się policjant Wieczorek, jeden z tych, którzy w Berezie najwięcej się nad nami znęcali – bo i tak nie dostaniecie ani książek, ani gazet, ani paczek żywnościowych. Również widzenia są zakazane”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

OPAMIĘTANIA POLSKO

OPAMIĘTANIA POLSKO –nic was rodacy nie nauczyła historia …100 lecie niepodległości podzieleni zwaśnieni .Jeden mały złośliwy człowiek ...