sobota, 28 grudnia 2019

Wyspa Węży - ukrywana przed Polakami w III RP

W swojej historii, zapisały się czarnymi zgłoskami, jako miejsca, gdzie mieściły  się polskie obozy karne Bereza Kartuska,Twierdza Brzeska oraz Wyspa Węży skrywana przez polityków prawicy.

Upadek sanacyjnego reżimu w pierwszych dniach września 1939 r. był nie mniej dramatyczny niż klęska militarna polskiego wojska. Po ewakuacji i internowaniu dotychczasowych władz w Rumunii rządy objęli ludzie z dawnej opozycji z gen. Władysławem Sikorskim na czele. Wraz z nimi nadszedł czas porachunków i rozliczeń.
Szybkość, z jaką niemieckie jednostki zbliżały się do Warszawy, zaskoczyła nawet największych pesymistów w polskim rządzie. Konieczność ewakuacji podnoszono już pierwszego dnia wojny, jednak ostateczną decyzję podjęto dopiero 5 września. Tego dnia najwyższe władze państwowe z prezydentem i premierem na czele opuściły stolicę, licząc na schronienie w twierdzy brzeskiej.
Twierdza Brzeska
Wszelkie nadzieje na przełamanie niemieckiego naporu pierzchły rankiem 17 września. Wkroczenie Armii Czerwonej na wschodnie tereny Rzeczypospolitej czyniło jakikolwiek opór pozbawionym większego sensu. Rosjanie wykonali w 100% zalecenia Ligi Narodów zatrzymali się na linii Curzona.
 Korzystając ze swoich uprawnień, wódz naczelny Edward Rydz-Śmigły nakazał, więc wycofanie wojska do Rumunii i na Węgry, by tam oczekiwać na dalsze rozkazy. Sam, wraz z prezydentem Ignacym Mościckim i rządem, przekroczył rumuńską granicę 17 września późnym wieczorem
Zachowanie rządu było haniebne gen. Władysław Sikorski skomentował ewakuację prezydenta i rządu z premierem Felicjanem Sławojem Składkowskim do Rumunii-Sikorski pozostawał poza wojskiem od 1928 r.
Powrót z niebytu Sikorski zawdzięczał Rumunii i Francji. Ta pierwsza, pod naciskiem niemieckim, internowała polskie władze. Sanacyjne– Mościcki, Sławoj Składkowski, Rydz-Śmigły czy Beck – znalazła się w areszcie domowym. Możliwe, że żądania ambasadora III Rzeszy spełzłyby na niczym, gdyby nie ich dyskretne wsparcie przez Francję. Paryż nigdy nie krył niechęci do sanacyjnych przywódców. Dlatego, gdy tylko nadarzyła się okazja, dopomógł przewrotowi politycznemu. Sikorski bez problemu opuścił Rumunię i już 30 września we francuskiej stolicy przyjął nominację na premiera.
Sikorski od początku definiował swoje rządy, jako przeciwieństwo sanacji. W broszurze „Służba Polsce” wydanej jesienią, 1939 r. pisał: „Kraj cały ze słusznym żalem i potępieniem odnosi się do grupy osób, która ująwszy rząd nad nim, sprawowała go bez kontroli, stawiając się poza opinią, a nawet i ponad nią. (…) Kraj nie chce mieć nic wspólnego z tak zwaną »sanacją«”.
Nic dziwnego, że jednym z pierwszych zadań rządu „Wojny i Jedności” było rozliczenie się z poprzednikami. Z inspiracji premiera 10 października 1939 r. uchwalono dekret o „udzieleniu pełnej rehabilitacji i amnestii byłym więźniom brzeskim” w celu „zatarcia rozterek przeszłości i dokonania całkowitego zjednoczenia narodowego”. Tego samego dnia powołano też komisję do zbierania i oceny dokumentów „odnoszących się do przebiegu ostatnich zdarzeń w Polsce i ustalenia ich przyczyn”. Na jej czele stanął gen. Józef Haller, legendarny dowódca Błękitnej Armii, przeniesiony w stan spoczynku po krytyce przewrotu majowego. Obok generała w pracach komisji brali udział Stroński oraz gen. Aleksander Ładoś i płk Izydor Modelski. Dwóch ostatnich łączyła wierność stronie rządowej, gdy zaczął się przewrót majowy, co złamało ich kariery wojskowe.
Tam, gdzie rząd miał wpływy, starano się zacierać ślady poprzedników. Zdając sobie sprawę z popularności, jaką nadal cieszył się w polskim społeczeństwie Piłsudski, Sikorski po prostu o nim milczał. W żadnej mowie, w żadnej odezwie nie nawiązał do życia i dokonań naczelnika. Choć nie było wyraźnego rozkazu, z gabinetów wojskowych i urzędowych szybko znikały portrety Piłsudskiego i jego pisma
W tworzącej się armii pieśń „My, Pierwsza Brygada” zastąpiono innymi. Ustanowionych przez sanację świąt narodowych – 19 Marca (data przyjęcia przez Piłsudskiego stopnia marszałka Polski) oraz 11 Listopada (Święto Niepodległości) – nowa władza ostentacyjnie nie obchodziła.Z manifestacyjną pogardą traktowano niedawnych przywódców kraju. Kiedy gen. Tadeusz Kasprzycki, przedwojenny minister spraw wojskowych, zwrócił się do Sikorskiego z prośbą o „jakikolwiek przydział w wojsku”, ten mu odpisał: „Pan jest odpowiedzialny za poniesioną klęskę, która nie jest wolna od hańby? (…) Ojczyzna nie chce jego usług”. Z kolei podobną prośbę swojego poprzednika na stanowisku premiera, gen. Sławoja Składkowskiego, skwitował odpowiedzią: „Żąda pan rzeczy niemożliwej, nie rozporządzam tak silną policją, ani żandarmerią, by ochronić pana od zniewag i zamachów, które spotkać go muszą w każdym większym skupieniu polskim”. Sztuki bycia mężem stanu Sikorski uczył się powoli.
8 maja 1940 r. rozgorzała prawdziwa kłótnia o to, czy zwrócić się do Bukaresztu z prośbą o zwolnienie Becka i pozostałych członków władz przedwojennej Polski. Przeciwko takiemu rozwiązaniu najgłośniej protestował min. Stańczyk, według którego oznaczałoby to „amnestię” dla członków sanacyjnych władz. Ostatecznie zdecydowano się umożliwić im wyjazd. Część „lojalnych sanatorów” mogła przybyć do Francji, reszta natomiast miała zostać ulokowana w Afryce Północnej.
Sankcje wobec prawdziwych i domniemanych sympatyków sanacji stosowano także po ewakuacji do Wielkiej Brytanii w czerwcu 1940 r. Błyskawiczny upadek Holandii i Belgii, a przede wszystkim Francji, nie ostudził zapałów rozliczeniowych polskich władz. Wręcz przeciwnie. Im głośniej i częściej krytykowano dowództwo Sikorskiego, zwłaszcza zaś jego rozkaz walki nawet już po kapitulacji Francji, tym mocniejsze rosło w nim przekonanie, że za wszystkimi nieprzychylnymi głosami stoją piłsudczycy. Prawda była jednak bolesna. Sikorskiemu nie udało się odmienić polskiej armii. Przeciwnie, nie zapobiegł jej rozkładowi, który dostrzegali nawet sojusznicy. „Polacy rozpijają się w nieprawdopodobny sposób – donosiły brytyjskie raporty – i dostrzec można wrogość wojska wobec oficerów”.
Polski epizod w historii wyspy Bute, który do dzisiaj budzi grozę wśród miejscowych, w naszej historii został starannie ukryty. Niewielu słyszało o Wyspie Wężów i polskich obozach karnych dla niewygodnych Polaków w latach drugiej wojny światowej. Formalnie były to obozy izolacyjne Rothesay i Tighnabruaich usytuowane na wyspie Bute, położonej niedaleko Glasgow. Ich pomysłodawcą i właściwym twórcą był polski premier i naczelny wódz, generał Władysław Sikorski. „Nie ma sądownictwa polskiego i ci, którzy robią intrygi, znajdą się w obozie koncentracyjnym” – powiedział, co zostało zapisane w protokole obrad Rady Narodowej w Londynie 18 lipca 1940 r. Wcześniej we wrześniu 1939 r. gen. Sikorski zwrócił się do Francuzów z prośbą o wydzierżawienie w Paryżu więzienia dla oficerów i polityków winnych klęski wrześniowej, rząd francuski odmówił. Był również przeciwny działalności komisji poszukujących winnych klęski wrześniowej. Francuzi uznali, że na te działania przyjdzie czas po wojnie. Sikorski uważał inaczej. Do francuskich więzień, bez wyroku, trafiali ludzie osądzeni przez naczelnego wodza. Tak znalazł się za kratkami szef sztabu armii wrześniowej gen. Wacław Stachiewicz. Tak ściągnięto z Węgier i aresztowano generała Stefana Dąb-Biernackiego. Tak do obozu w Curzona trafiło 69 legionowych oficerów z inspektorem lotnictwa gen. Ludomiłem Rayskim, prezesem Ligi Morskiej i Kolonialnej gen. Stanisławem Kwaśniewskim czy emerytowanym generałem Mikołajem Osikowskim. Wszyscy, którzy w II Rzeczypospolitej pełnili jakąkolwiek funkcję i sprawowali choćby najmniej ważny urząd, mieli pozostawać pod kontrolą rządu, z dala od armii.


Wybudowany na wyspie Bute, położonej u zachodnich wybrzeży Szkocji –urągających wszelkim standardom warunkach stłoczono setki żołnierzy i urzędników, zamkniętych niczym jeńcy wojenni. Co gorsza, okolicznym mieszkańcom rozpowiedziano, że w obozie znajdują się osoby skazane za malwersacje finansowe, ekscesy seksualne, a także za sprzyjanie Niemcom? Zwłaszcza to ostatnie oszczerstwo musiało godzić w honor zatrzymanych. Wielu nie wytrzymało upokorzenia i popełniło samobójstwo.
Według historyków na wyspie Bute, zwanej przez niektórych Wyspą Węży, w różnym czasie przebywało ponad·1, 5 tys. polskich oficerów i urzędników. Żadnemu z nich nie przedstawiono zarzutów, żaden nie doczekał się procesu sądowego. Zdecydowana większość trafiła do obozu po donosach. Odbudowywaną wielkim wysiłkiem armię polską trawił rak donosicielstwa i wzajemnych podejrzeń. Każde, nawet najniewinniejsze słowo krytyki pod adresem Sikorskiego lub jego rządu mogło kosztować pobyt na wyspie Bute.
Zachodnie wybrzeże Szkocji z lokalizacją wyspy
Ewakuacja polskich oddziałów w 1940 r. do Wielkiej Brytanii została przeprowadzona nieskładnie i chaotycznie. Na wyspy przedostało się mniej niż jedna trzecia z 85-tysięcznej armii uformowanej rok wcześniej we Francji. Można, więc zadać pytanie o zasadność przetrzymywania w odosobnieniu doświadczonych oficerów, których braku Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie nigdy nie nadrobiły
Sanacyjne elity z pewnością zasługiwały na proces i osądzenie. Ewakuacja wodza naczelnego i najwyższych władz w chwili największej próby na zawsze pozostawiła plamę na ich honorze. Honorze, na który tak często powoływali się w okresie swoich rządów. Ich następcom zabrakło jednak wyczucia i umiaru. Chcąc raz na zawsze zerwać z sanacyjną przeszłością, zaczęli ją odtwarzać w nowych warunkach. Ponownie pojawiły się miejsca odosobnienia, ponownie opozycja polityczna została zepchnięta do roli kozła ofiarnego.
Wielu piłsudczyków w Rumunii, we Francji i innych miejscach obecności polskiego wychodźstwa cały czas sondowało możliwości powrotu do władzy. Sikorski doskonale o tym wiedział. Jeśli więc polskie wojsko utworzone we Francji rozpadało się pod ciężarem nieufności i donosicielstwa, źródeł tego zjawiska można się doszukiwać w sanacyjnych spiskach.
Walka Sikorskiego z sanacją nie wpłynęła na przebieg II wojny światowej. Wśród sojuszników potwierdziła jedynie stereotyp Polaków, jako narodu kłótliwego i niezdolnego do kompromisów.

Putin ma rację ...panowie z MSZ

Polska na Zaolziu „sanacyjni demokraci” przeprowadzili bezwzględną antyczeską czystkę etniczną .Od początku aneksji rozpoczęto planową, brutalną akcję oczyszczania Zaolzia z ludności czeskiej, nawet jeśli mieszkała tu od kilku pokoleń i wobec polskich sąsiadów zachowywała się przyzwoicie. Nastąpiły masowe zwolnienia z pracy według kryterium etnicznego i już w połowie listopada 1938 r. (po zaledwie sześciu tygodniach) zwolniono ok. 8 tys. czeskich robotników, a całkowitą „polonizację przemysłu” planowano sfinalizować do końca 1939 .Zmuszono do emigracji całą czeską inteligencję techniczną, lekarzy, nauczycieli itp.październiku 1938 r. zamknięto wszystkie czeskie szkoły i biblioteki, rozwiązano czeskie organizacje społeczne, kulturalne, sportowe itp., a ich majątek przejęło państwo polskie. Za pozdrowienie w języku czeskim w miejscach publicznych karano mandatem w wysokości 4 zł, Czesi zaczęli więc witać się słowami: čtyři zlaté.
Zakazano odprawiania w języku czeskim mszy w kościołach, niekiedy zmuszano nawet do przejścia na katolicyzm. Dochodziło do niszczenia grobów z czeskimi napisami czy profanacji czeskich świątyń..
Jakiekolwiek próby protestów były tłumione z wyjątkową brutalnością przez wojsko i policję. W Pietwałdzie pokojowa manifestacja Czechów została rozpędzona przez konną policję polską, która wjechała w tłum i bezlitośnie pałowała ludzi. Dodatkowo żołnierze straży granicznej spuścili ze smyczy kilka wilczurów, które pogryzły wielu manifestantów. Jedną z kobiet policjant ciągnął za włosy po ziemi, zostawił ją nieprzytomną na drodze. Stałą praktyką były pobicia przez zawsze bezkarnych „nieznanych” sprawców i pałowanie na posterunkach policji pod byle pretekstem. Tymi i podobnymi metodami zastraszano Czechów, chcąc wytworzyć wśród nich psychozę, która zmusi ich do masowej „dobrowolnej” emigracji.
W Ostrawie mimo zaadaptowania na przytułki publicznych i prywatnych budynków i lokali stale brakowało miejsc dla wygnańców z Zaolzia. Chociaż część odesłano w głąb kraju, wielu długo koczowało w 60 wagonach kolejowych stojących na stacji Moravská Ostrava-Přívoz.
Jedną z licznych masowych akcji wysiedleń rodzin czeskich przeprowadzono wyjątkowo perfidnie dokładnie w Wigilię 1938 r. Obraz kolumny wygnańców wkraczającej w wigilijny wieczór na ostrawski rynek na długo pozostał w pamięci świadków.TAKA JEST GORZKA PRAWDA SZANOWNI RODACY - ALE NASZE NIEUKI Z PIS WRAZ CAŁA POLITYCZNA OTOCZKĄ zaprowadza nas swoim debilnym ujadaniem na NASZEGO SĄSIADA DO TRAGEDII >> W IMIE KRETYŃSKICH INTERESÓW Z USA . Od 22 października 1938 roku liczące ponad 600 ludzi, nieumundurowane oddziały terrorystyczne (składające się również z oddelegowanych oficerów i żołnierzy wojska polskiego) zbrojnie atakowały terytorium czechosłowackiej Rusi Podkarpackiej. Tylko w listopadzie 1938 r. przeprowadzono 30 ataków m.in. na mosty, szkoły, bibliotekę itp. Zamordowano, najczęściej skrytobójczo, kilkunastu czeskich pograniczników oraz kilka osób cywilnych. 19 czeskich celników porwano, uwięziono w Polsce i oskarżono o wtargnięcie na terytorium RP w celu przeprowadzenia zamachów terrorystycznych. „Z kryzysu sudeckiego Polska wyszła z opinią państwa będącego de facto sprzymierzeńcem Rzeszy i naśladującego jej metody. Stosunki z Francją były zrujnowane, a na granicy ze Związkiem Radzieckim doszło niemalże do zbrojnej konfrontacji, przy czym Moskwa w nocie dyplomatycznej otwarcie zagroziła Warszawie wypowiedzeniem paktu o nieagresji z 1932 r.”.
Pierwsze zdjęcie Polska napada na Czechosłowacje w 1938 roku wraz z NIEMCAMI -drugie sdjęcie Niemcy napadają na POLSKĘ w 1939 roku -POLITYKA  II RP DOPROWADZIŁA DO TEGO>>.    LIKWIDACJA SŁUPÓW GRANICZNYCH PRZEZ POLSKĘ 1938 rok 

Znalezione obrazy dla zapytania rozbiór czechosłowacji zdjeciaZnalezione obrazy dla zapytania rozbiór czechosłowacji zdjecia


Znalezione obrazy dla zapytania Napad niemców na polskę 1939 rok zdjecia\Znalezione obrazy dla zapytania Napad niemców na polskę 1939 rok zdjecia




Znalezione obrazy dla zapytania rozbiór czechosłowacji zdjecia

https://gazda110.blogspot.com/2019/01/prostawnie-historii-polska-aneksja.html

piątek, 27 grudnia 2019

Zbrodnia, ludobójstwo NATO i USA w Jugosławii 1999.


https://www.youtube.com/watch?time_continue=4&v=g9NcizEE6IM&feature=emb_title



https://www.youtube.com/watch?v=3YDF-x7RvDE&feature=emb_title



https://www.youtube.com/watch?v=LzyqVDGUSS8
  To nas czeka jak nie pogonimy AMERYKANÓW Z POLSKI
Kolejną wielką MANIPULACJĄ jest tłumaczenie, że bombardowania Serbii w marcu-czerwcu 1999 r. spowodowane zostało masowymi egzekucjami i exodusem Albańczyków z Kosowa. To oskarżenie pojawiło się faktycznie dopiero po kilku dniach od rozpoczęcia bombardowań. Natomiast głównym powodem akcji NATO ogłoszone zostało nie podpisanie w Rambouillet pod Paryżem (konferencja 6-23 luty) planu pokojowego GK (Grupa Kontaktowa do spraw Byłej Jugosławii), co zresztą też było ewidentną manipulacją. W szczególności już wcześniej zachodnie środki przekazu szeroko rozpropagowały ten plan, równocześnie ostrzegając, że jeśli Nowa Jugosławia go nie przyjmie, to zostanie odpowiednio ukarana.
Trwały też równoczesne przygotowania sił lotniczych NATO w tym celu. I oto przedstawiciel Jugosławii niestety umowę podpisał, a Rugowa, przedstawiciel Albańczyków kosowskich, nie. Znaleziono jednakże sposób na to i wkrótce przedstawiciele stron zostali ponownie zawezwani do Rambouillet. Tu im przedstawiono skorygowaną umowę, uwzględniającą częściowo poprzednie postulaty Albańczyków. Nie ujawniono jednak jej nowej treści opinii publicznej. Tym razem Albańczycy dokument podpisali (18 marca), a nie uczynili tego przedstawiciele Nowej Jugosławii.
Po jeszcze jednej "pokojowej" misji wysłannika USA Holbrooke'a w Belgradzie (23 marca), w dniu 24 marca rozpoczęły się zmasowane naloty samolotów NATO, głównie USA, na Nową Jugosławię. Dopiero po pewnym czasie do opinii światowej przedostały się informacje, że m.in. wg tej nowej umowy cała Serbia miała podlegać kontroli wojskowej NATO, co specjalnie wprowadzono do umowy, by uniemożliwić jej podpisanie przez Belgrad.
Exodus Albańczyków z Kosowa zaistniał już w trakcie bombardowań natowskich. Osiągnął faktycznie wielkie rozmiary, sięgając ok. 900 tys. ludzi. Można teraz dywagować dowoli, czy był spowodowany tylko przez przymus ze strony władz serbskich, czy także chęcią ucieczki przed bombardowaniami. Natomiast co do masowej eksterminacji Albańczyków przez Serbów, to z największym wysiłkiem rozliczne komisje, które szukały potem intensywnie masowych grobów w Kosowie, doszukały się kilkunastu z 340(?) ofiarami na zapowiedziane 100 tysięcy. To znacznie mniej niż zginęło ludzi w Kosowie od bomb NATO i mniej niż zabito Serbów przy ich późniejszym wypędzeniu z Kosowa. Bodaj nawet nie podano do społecznej wiadomości pełnego tekstu protokołów z tych poszukiwań.

Proces Miloszevicia

Od 29 czerwca 2001 r. przeciwko byłemu prezydentowi Federalnej Republiki Jugosławii Slobodanowi Miloszeviciowi prowadzony jest proces przed Międzynarodowym Trybunałem w Hadze. Często środki przekazu podają, że przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości Organizacji Narodów Zjednoczonych, który też urzęduje w Hadze, a powstał na Konferencji ONZ w San Francisco w 1945 r. Tymczasem MT (do spraw zbrodni popełnionych w byłej Jugosławii) utworzony został w 1995 r. na wniosek sekretarz stanu USA A.Albright jedynie przez Radę Bezpieczeństwa, co też było swoistą manipulacją.
Obecnie Miloszewicia oskarża się o exodus i ludobójstwo Albańczyków, które zaistniały w kwietniu-maju 1999 r., w trakcie bombardowań NATO-wskich. Jednak trudno będzie spreparować konkretne dowody. Komisje, które szukały intensywnie masowych grobów w Kosowie, naprowadzane gorliwie przez Albańczyków, doszukały się raptem 340 (?) ofiar, więc prokurator Trybunału Carla Del Ponte, zdając sobie sprawę, że stanowczo za mało tych albańskich ofiar dla udowodnienia tezy o ludobójstwie, rozszerzyła oskarżenia o zbrodnie na Chorwatach i Muzułmanach w wojnach domowych w latach 1991-95. Jakie to jeszcze nie wiadomo, ale można domniemać, że między nimi będą "Srebrenica" i "Targ w Sarajewie".
Mówił o tym niedawno znawca problematyki bałkańskiej T. Mazowiecki w wywiadzie dla TVP. Ja akurat interesowałem się szczególnie tymi dwoma przypadkami z sierpnia 1995 r. zaistniałymi w Bośni i nie stwierdzam ręki Miloszewicia w tych dwóch wydarzeniach. Przede wszystkim oba one zmanipulowane były wyraźnie jako pretekst do NATO-wskiego uderzenia lotniczego na Republikę Serbską. Opisałem to powyżej.
A generalnie, to od ogłoszenia przez Serbów bośniackich własnego niezależnego państewka Republiki Serbskiej, Miloszewic demonstracyjnie odżegnywał się od ściślejszej z nim współpracy. Najwyraźniej chodziło mu o to, by nie można go było podejrzewać o sprawstwo rokoszu serbskiego w Bośni w sytuacji, gdy już wtedy napiętnowany został przez zachodnią propagandę, okrzyknięty zbrodniarzem wojennym, a na Nową Jugosławię nałożone zostało dotkliwe embargo gospodarcze.
Sam też nałożył embargo na dostawy jugosłowiańskiej broni do Republiki Serbskiej. Taką postawę dystansowania się od Serbów bośniackich zachował potem konsekwentnie aż do końca, do czasu likwidacji ich republiki przez "społeczność międzynarodową". Ciekawe, jak sobie z tym poradzą sędziowie Haskiego Trybunału ?
Miloszevicia oskarżano też swego czasu o wiele innych spraw, że gromadził majątek w bankach szwajcarskich, że wymieniał złoto państwowe dla siebie, że sfałszował wybory, że zapewne ucieknie przed sprawiedliwością do Rosji itp. Ostatecznie tych zarzutów Trybunał nie wysuwa, najwidoczniej Miloszevic nie gromadził, ani wymieniał, nie oszukał, no i nie uciekł. Za to zamknięto go w komórce 4*2,5 m, bez dostępu do prasy, radia czy TV i z nieukrywaną niechęcią zgodzono się na odwiedziny żony przez kuloodporną szybę.
http://www.tadeusz.binek.pl/index_2.htm

Manipulacje historyczne od 1939 roku do XXI w. Jak nie wygonimy Amerykanów czeka nas recydywa ...Jugosłowiańska .


Po wtargnięciu do wnętrza budynku Naujocks nadał po polsku krótki komunikat nawołujący do wojny z Niemcami, a jego ludzie oddali kilka strzałów, po czym opuścili radiostację. Tekst nadanego komunikatu: "Od Bałtyku Polska odepchnąć się nie da! My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor"
Tej samej nocy radio niemieckie ogłosiło światu, że Niemcy zostały zdradziecko napadnięte przez polskie wojsko. Cała ta komedia, nazwana "Operacją Himmler" posłużyła Niemcom za pretekst do ataku na Polskę. Całą akcją kierowali: szef policji bezpieczeństwa Heydrich i szef wywiadu wojskowego - Canaris.
Wszelkie konflikty wojenne poprzedzane są ogłaszaniem pretekstu do napaści, przy czym najczęściej są one urojone i zmanipulowane przez agresora. Takim klasycznym pretekstem, znanym dobrze Polakom, była zmanipulowana z premedytacją przez Niemców rzekoma napaść Polaków na radiostację w Gliwicach w przeddzień agresji niemieckiej we wrześniu 1939 r. na Polskę. Kulisy tej prowokacji ujawnione zostały w szczegółach dopiero w trakcie Procesu Norymberskiego w 1945 r.
Podobnie dopiero po wielu latach ujawniona została pełna prawda o zmanipulowaniu tzw. "Incydentu w Zatoce Tonkińskiej", jaki stał się uzasadnieniem i usprawiedliwieniem rozpoczęcia totalnych bombardowań Demokratycznej Republiki Wietnamu przez USA w 1964 r.
Incydent w Zatoce Tonkińskiej

Na początku sierpnia 1964 prezydent Johnson wykorzystał niejasny incydent, do którego doszło w Zatoce Tonkińskiej u wybrzeży Wietnamu Północnego, jako pretekst do otwartego włączenia się Stanów Zjednoczonych do wojny. (…) Później wyszło na jaw, że incydent w Zatoce Tonkińskiej był prowokacją, a najwyższe władze amerykańskie okłamywały społeczeństwo, podobnie jak w przypadku inwazji na Kubę za czasów Kennedy’ego. W rzeczywistości bowiem CIA prowadziła w tym regionie tajną operację, której celem były północnowietnamskie przybrzeżne obiekty wojskowe, a zatem atak Wietnamczyków na amerykański okręt nie był „nieuzasadniony”. Ponadto niszczyciel Maddox nie odbywał wcale „rutynowego patrolu”, ale uczestniczył w misji szpiegowskiej, a co więcej do incydentu nie doszło na wodach międzynarodowych, lecz już w obrębie wietnamskich wód terytorialnych. Wbrew twierdzeniom McNamary w kierunku Maddoxa nie wystrzelono też żadnych torped.
https://www.youtube.com/watch?v=sIaQV6h6rB4
https://www.youtube.com/watch?v=9PBn-MEzx4s
Likwidacja Serbskiej Republiki Krajiny
W dniu 25 czerwca 1991 r. parlamenty dwu jugosłowiańskich republik związkowych Słowenii i Chorwacji ogłosiły ich niepodległość. Stało się to powodem walk zbrojnych z garnizonami Jugosłowiańskiej Armii Ludowej, które w Słowenii zakończyły się po ok. tygodniu, a w Chorwacji trwały do końca 1991 r. Spowodowało też utworzenie 19 grudnia 1991 r. Republiki Serbskiej Krajiny, położonej we wschodniej części Chorwacji wzdłuż granicy z Bośnią.
Mianowicie Krajina zamieszkała była od stuleci prawie wyłącznie przez ludność serbską i w długiej swej historii nie miała nic wspólnego z Chorwacją. Dopiero w okresie II wojny światowej włączona została do Niezależnego Państwa Chorwackiego, powołanego przez faszystowski rząd Ante Pavelica, jaki ustanowiony został przez Hitlera i funkcjonował w latach 1941-45 r. Później Tito pozostawił Krajinę w ramach Chorwackiej Republiki Związkowej tylko ze względu na położenie prowincji, nie uwzględniając zupełnie czynnika narodowościowego, gdyż nie miał on znaczenia w ustroju socjalistycznym, jaki Jugosławia budowała.
Trzeba też wiedzieć, że ludność serbska Krajiny najbardziej ucierpiała wskutek eksterminacji ludności Jugosławii przez Ustaszowców chorwackich, walczących o boku Niemiec z partyzantką Tity. Gdy więc proklamowana została niepodległa Chorwacja, Serbowie krajińscy poczuli się mocno zagrożeni i również ogłosili swoją niepodległość, by nie dostać się pod władzę pogrobowców ustaszowskich. Nie musieli robić żadnego powstania i nie bili się z nikim, ale faktycznie zostali dozbrojeni w tym czasie, również w artylerię i czołgi, przez federalną JAL, której jednostki stacjonowały na terenie prowincji.
https://www.youtube.com/watch?v=hlN7Z__P6uY

Tyle, że ta ich broń na nic się nie przydała. Mianowicie teren Krajiny został wkrótce objęty "nadzorem pokojowym" przez oenzetowskie oddziały UNPROFOR, które przeprowadziły konfiskatę całej ciężkiej broni, znajdującej się w rękach społeczności serbskiej. "Opieka" błękitnych hełmów trwała potem całe trzy lata, tyle trzeba było bowiem czasu na zorganizowanie, uzbrojenie i przeszkolenie przez Niemcy i USA 100-tys. zawodowej armii chorwackiej. Gdy była ona gotowa w sierpniu 1995 roku, dysponując czołgami (podarowanymi przez NRF z demobilu armii NRD), artylerią i lotnictwem wkroczyła do Krajiny. Nie napotkała żadnego oporu, ani nawet protestu, ze strony kilkunastotysięcznych "sił pokojowych" ONZ, rozlokowanych w strategicznych punktach prowincji.
W tej sytuacji lokalne oddziały serbskie nie miały żadnych szans, by się Chorwatom przeciwstawić. Nie pomógł także prezydent Federacyjnej Republiki Jugosławii Miloszevic, którego zresztą cynicznie oskarżono również o tę wojnę w Krajinie. W konsekwencji z prowincji w krótkim czasie uciekła, często pod ostrzałem, cała jej ludność. Nie było wtedy żadnych protestów ze strony "światowej opinii społecznej" i zawodowych obrońców praw człowieka, ani humanitarnej pomocy państw zachodnich dla 300 tys. serbskich uciekinierów z Krajiny. Nikt nie grzmiał, gdy "bohaterscy" wojacy chorwaccy mordowali nielicznych pozostałych starych Serbów i palili opuszczone przez ludność serbską domy i osiedla. Fakty te skrzętnie ukrywano, a ujawniono dopiero po latach.
Utworzenie Republiki Bośni i Hercegowiny
W dniu 29 lutego 1992 r. przeprowadzone zostało w prowincji Bośni referendum niepodległościowe, zbojkotowane przez Serbów. Po nim, bez żadnych negocjacji
(1 manipulacja), które by ustaliły np. zasady funkcjonowania mniejszości narodowych, w dniu 1 marca ogłoszona została niepodległość prowincji i powstało nowe państwo Republika Bośni i Hercegowiny. Na drugi już dzień Niemcy uznały tę niepodległość
(2 manipulacja), nawet nie konsultując się ze swymi sojusznikami. Wkrótce uczyniły to pozostałe państwa zachodnie, w tym także te, które przez dziesięciolecia nie uznawały istnienia najludniejszego państwa świata, Chińskiej Republiki Ludowej. Wprawdzie później na Zachodzie poważnie krytykowano ten pośpiech w uznaniu BiH, ale nie zmieniło to istoty zaistniałych wcześniej faktów.
Niestety przeważająca, niemuzułmańska część ludności prowincji ani myślała zgodzić się na życie w nowym państwie islamskim. Wzięła więc sprawy w swoje ręce i Serbowie ogłosili 6 kwietnia powstanie kolejnego państewka Republiki Serbskiej, a Chorwaci utworzyli własną narodowościową enklawę Chorwacką Republikę Herceg-Bośni. Tego demokratyczne, głoszące werbalnie prawa do samostanowienia narodów, państwa zachodnie nie przyjęły jednak do wiadomości
(3 manipulacja), po czym odpowiednie komisje ONZ zabrały się do zaprowadzenia ładu i pokoju w Bośni.
Przede wszystkim powołano do życia nowy naród - Muzułmanów bośniackich
(4 manipulacja). Najmłodszy naród świata, o którym nikt przed 1992 r. nie słyszał, "rodzi się na naszych oczach" pisał tryumfalnie Dawid Warszawski, korespondent belgradzki "Gazety Wyborczej", absolutny wielbiciel Islamu, sam zresztą pochodzenia żydowskiego. Nie przeszkadzało mu, i innym twórcom nowej nacji, np. to, że ci Muzułmanie to głównie Serbowie, którzy w czasie panowania tureckiego w XV wieku przyjęli Islam, bo nie musieli wówczas płacić podatków.
Po drugie zdecydowano, że musi być zachowana jedność nowego państwa w granicach dotychczasowej Republiki Związkowej Bośni
(5 manipulacja). Wiązało się to oczywiście z nieuznawaniem powstania bośniackiej Republiki Serbskiej, czy Enklawy Chorwackiej, czyli praw wyznawców prawosławia i katolicyzmu do samostanowienia narodowego i własnego państwa. Te prawa przyznano wybiórczo tylko wyznawcom Mahometa.
Tymczasem sytuacja w Bośni ustabilizowała się faktycznie, ale na zasadzie posiadanej siły. W Bośni przez 70 lat była Jugosławia, były więc garnizony Jugosłowiańskiej Armii Ludowej, arsenały broni, struktury władzy państwowej. Te wszystkie dotychczasowe struktury stanęły do usług nowej Republiki Serbskiej, wszędzie tam, gdzie nie było znaczącej, zorganizowanej większości muzułmańskiej, zajmując terytoria, miasta, obiekty. Obyło się przy tym bez większych walk, ponieważ Serbowie nie mieli po prostu z kim się bić, gdyż nowe państwo muzułmańskie nie posiadało jeszcze w ogóle swej armii.
Właściwie to jedyną poważniejszą przeszkodą dla opanowania całej Bośni przez Serbów, były pokojowe siły wojskowe ONZ, które zresztą głównie dla ochrony nowego państwa Bośni i Hercegowiny zostały wprowadzone
(6 manipulacja). Pod skrzydłami opiekuńczymi tychże walki zwaśnionych stron trwały jednakże nadal z różnym natężeniem. Kres im położyły USA i NATO we wrześniu 1995 roku. Do tej swej akcji długo i starannie się one przygotowały. Gdy już wszystko zapięte było na przysłowiowy guzik, czyli lotniskowce na Adriatyku, eskadry bombowców na lotniskach we Włoszech itd., zadbano też o pretekst do swej misji pokojowej, czyli do bombardowań Serbskiej Republiki Bośni. Pretekstem stały się "Srebrenica i targ w Sarajewie".
Srebrenica i targ w Sarajewie

W czerwcu 1995 r. Serbowie, po trzech latach oblężenia, opanowali enklawę Srebrenicy w Bośni, która jako strefa bezpieczeństwa ONZ, ochraniana była przez holenderskie oddziały UNPROFOR. Dokonali wtedy częściowej ewakuacji muzułmańskiej ludności. I oto na forum ONZ sekretarz stanu USA p. Albright pomachała
(1 manipulacja) satelitarnym zdjęciem boiska w Srebrenicy, gdzie Serbowie mieli wg niej zabić i pogrzebać kilka tysięcy bośniackich Muzułmanów. Pokazano to we wszystkich informacjach i programach TV świata. Lecz na drugi dzień trzech francuskich reporterów przedstawiło telewizyjną relację z tego boiska, dokumentując, że nie ma tam żadnych grobów, a tylko prowadzone są roboty kablowe na jego obrzeżu.
Widziałem tę audycję w południowych wiadomościach naszej TVP. Potem pilnie śledziłem kolejne informacje TV, lecz zapadła na nie kurtyna milczenia
(2 manipulacja), bo wprawdzie nie ma oficjalnej cenzury, ale TV wie co można, a co nie, pokazywać na ekranie. Za to od tego momentu nie było już o tym boisku w Sarajewie, jak również o jego satelitarnych zdjęciach, żadnych wzmianek w TV i prasie światowej, przynajmniej przez ok. 3 lata.
Ale decyzje o nalotach już zapadły, samoloty USA przebazowane zostały na lotniska włoskie i na lotniskowiec na Adriatyku, więc oczekiwałem jakiegoś innego pretekstu. Rzeczywiście po kilku dniach, konkretnie 28 sierpnia, świat został poinformowany o zabiciu przez serbski pocisk armatni
(3 manipulacja) 41 osób na targu w centrum Sarajewa. Informacja była o tyle sensowna, że faktycznie od tygodni miasto było sporadycznie ostrzeliwane przez artylerię serbską z olimpijskiej góry Igman, odległej o ok. 8 kilometrów od centrum Sarajewa. Na drugi dzień w TV podano relację z tego targu. Oczom nie wierzyłem, wokół same wysokie domy, a przecież pociski armatnie z nieba nie spadają.
Ale już następnego dnia agencje zachodnie sprostowały, że tragiczny pocisk wystrzelony został nie z armaty, lecz z moździerza. Jednak moździerz mógł stać na sąsiedniej ulicy, a wokół tylko ulice bośniackie. Więc w dowództwie NATO powołano specjalną komisję
(4 manipulacja), celem ustalenia skąd właściwie strzelał ten moździerz. Komisje to ja też nie raz powoływałem, jako tzw. "dupochrony", gdy trzeba był w zakładzie pracy obejść jakieś przepisy czy zarządzenia. To też wyglądałem już tylko w TV jaka pogoda nad Bośnią. Jutro wyż?
Faktycznie nazajutrz raniutko przewodniczący komisji, oczywiście gen. amerykański, potwierdził zdecydowanie, że moździerz był serbski, nie podając wszakże
(5 manipulacja) na jakiej ulicy bośniackiej był ustawiony. Równocześnie z tym oświadczeniem lotnictwo NATO, głównie USA, przystąpiło do zmasowanych nalotów na serbskie stanowiska łączności, dowodzenia, składy broni i amunicji, węzły komunikacyjne, wiadukty, mosty i koszary w całej Bośni. A w TV podawano dla naiwnych, że samoloty USA zwalczają jedynie serbską artylerię przeciwlotniczą
(6 manipulacja), która próbuje nieudolnie strzelać do tych wspaniałych samolotów.
Przygotowywano się więc wyraźnie do lądowej inwazji. Myślałem, że zaatakują Muzułmanie bośniaccy ze wsparciem żołnierzy natowskich. Omyliłem się, załatwiono sprawę zgrabniej i perfidniej. Uderzyła 100-tys. zawodowa armia chorwacka
(7 manipulacja), wyszkolona i uzbrojona przez Niemców i USA, którą przepuszczono przez tereny Bośni, kontrolowane przez ONZ, wbrew statusowi sił UNPROFOR. Po 10 dniach Chorwaci zajęli w zachodniej i środkowej Bośni znaczne obszary, przejmując w ten sposób pod swą kontrolę ponad 50 % terytorium republiki i ogłoszone zostało zakończenie wojny.
Potem powstały trzy, czyste etnicznie, Bośnie: muzułmańska, serbska i chorwacka z trzema stolicami w Sarajewie, Banja Luce i Mostarze. Razem nazywa się to Bośnia i Hercegowina, czyli tak jak przed I wojną światową, za dobrych czasów panowania cesarza austriackiego Franciszka Józefa I Habsburga. By przeciwdziałać nowej wojnie domowej stacjonują w państwie wielotysięczne oddziały sił pokojowych ONZ. Wprawdzie zgodnie z porozumieniami w Dayton Bośnia i Hercegowina ma być jedna i wielonarodowościowa, lecz wydaje się, że złe czasy Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Jugosławii, kiedy przez 40 lat w bośniackiej prowincji żyły zgodnie obok siebie wszystkie trzy narodowości, minęły bezpowrotnie. To też ta prawie totalna separacja trzech odrębnych państewek w Bośni trwa nadal.
Humanitarna wojna

W pierwszym półroczu 1999 r. NATO przeprowadziło niewypowiedzianą, jednostronną wojnę powietrzną przeciwko Federalnej Republice Jugosławii. Wbrew podstawowym zasadom ONZ i z pogwałceniem praw międzynarodowych, choć z powoływaniem się na aktualnie tworzoną, nową strategię pokojową NATO, dla której wojna w Jugosławii była wzorcem i testem równocześnie.
Wojnie tej przydawano różne uzasadnienia, a określano ją pokojową, sprawiedliwą, higieniczną, a najczęściej HUMANITARNĄ. Humanitarną dlatego, że precyzyjne bombardowania nie zabijały ludzi, a niszczyły jedynie budowle, infrastrukturę techniczną, przynajmniej wg deklaracji bombardujących. Dziwne, ja zawsze uważałem, że przymiotnik humanitarny to znaczy: pomocny, sprzyjający, mający na celu dobro, godność, braterstwo ludzi. Takim przymiotnikiem bomby zrzucane w Jugosławii określić jednak nie było sposób. Więc, nie ujmując logiki i rozumu tym, którzy wymyślili i stosowali tę zbitkę słów, przyjmowałem, że nie mieli oni na myśli bombardowanych ludzi, lecz pilotów bombowców, ich dowódców, strategów, być może telewidzów, którzy mogli podziwiać efektowne wybuchy na ekranach swych telewizorów bez oglądania szczątków ludzkich. Klasyczny przykład MANIPULACJI opinią publiczną.
Ale nic nowego pod słońcem. W latach 70. była już broń humanitarna, tak nazywano projektowane wówczas jądrowe bomby neutronowe. Pamiętam o tym, bo długo się mozoliłem, aby zrozumieć sens tego określenia. Bomby neutronowe miały zabijać ludzi, a oszczędzać budowle, akurat odwrotnie jak w serbskiej wojnie humanitarnej. Humanitaryzm ich polegał na tym, że oszczędzając infrastrukturę techniczną bombardowanych terenów, sprzyjały w ten sposób nacierającym, zwycięskim wojskom, więc ludziom, którzy te wojska stanowili. Natomiast unicestwiani promieniowaniem neutronowym mieli być tylko: wrogowie, czerwoni, komuniści, vietcong, żółtki, serbowie itp., w każdym razie nie ludzie.

Bomby na Nową Jugosławię
https://www.youtube.com/watch?time_continue=4&v=g9NcizEE6IM&feature=emb_title

poniedziałek, 23 grudnia 2019

Wykładnia dla POSŁÓW -MINISTRA SPRAWIEDLIWOŚCI ,PREZYDENTA oraz PISMAKOM >



Znalezione obrazy dla zapytania wolne sady plansze zdjęcia
Znalezione obrazy dla zapytania insygnia władzy sadowniczej zdjeciaZnalezione obrazy dla zapytania insygnia władzy sadowniczej zdjeciaZnalezione obrazy dla zapytania insygnia władzy sadowniczej zdjecia

POLECAM OPOZYCJI
https://repozytorium.amu.edu.pl/bitstream/10593/1818/1/03_Materniak.pdf

Małgorzata Materniak-Pawłowska (Poznań)
Zawód sędziego w Polsce w latach 1918-1939

W latach 1918-1939 status sędziego regulowały zmieniające się przepisy prawne. Podstawowe zasady dotyczące wykonywania zawodu sędziego zostały sformułowane w obydwu obowiązujących w okresie międzywojennym konstytucjach: marcowej z 1921 i kwietniowej z 1935 roku. Wszelkie szczegółowe uregulowania znalazły się już jednak w aktach prawnych niższego rzędu. Wyraźną cezurę stanowił dzień 1 stycznia 1929 roku, który oddzielał okres obowiązywania partykularnych regulacji prawnych, odmiennych dla każdego z dawnych terenów zaborczych od okresu obowiązywania jednolitego na całym obszarze państwa prawa
Wśród zasad odnoszących się do wykonywania zawodu sędziego najistotniejsze znaczenie miała zasada niezawisłości sędziowskiej wraz ze związanymi z nią bezpośrednio zasadami nieusuwania, niezawieszania i nieprzenoszenia sędziego. Z zasadą niezawisłości związana też była zasada odrębności stanowiska sędziego, a więc wyłączenia go z hierarchii urzędniczej. Za ważną zasadę dotyczącą wykonywania zawodu sędziego uznawano ponadto w okresie międzywojennym zasadę nominacji.
Sprawa sędziowskiej niezawisłości była w latach międzywojennych częstym przedmiotem dyskusji, a nawet sporów91. Toczyły się one wokół samego pojęcia niezawisłości oraz koniecznych do jej zapewnienia gwarancji, jak też wokół konkretnych rozwiązań przyjętych zarówno w konstytucjach, jak i w przepisach ustrojowych dotyczących sądownictwa. Pojmowano, że niezawisłość stanu sędziowskiego jest „nieodzownym warunkiem i kardynalną podstawą bezstronnego wymiaru sprawiedliwości”92, a także „najważniejszym paladium swobody obywatelskiej” Co ciekawe, za jej podstawę uznawano „niezawisły charakter człowieka-sędziego, oparty na przymiotach wrodzonych, a wykształcony w trudzie pracy sędziowskiej, w atmosferze współpracy z kolegami starszymi o stężałym charakterze niezawisłego sędziego, podlegającego tylko ustawom i spełniającego swe obowiązki z całą sumiennością. Człowiek trwożliwy lub słabego charakteru nie zachowa niezawisłości, będzie ulegał rozmaitym względom i wpływom, mimo przepisów prawnych obwarowujących tę niezawisłość. Przepisy te bowiem chronią niezawisłość tylko przed cięższymi «próbami», które zdolne są pracę sędziowską utrudniać i zatruwać. Stąd wypływa waga doboru sędziów”94. Stwierdzano nawet, że „niezawisłość obywatela-sędziego musi tkwić w jego duszy. Człowiek o charakterze słabym będzie ulegać różnym wpływom, mimo iż ustawa gwarantuje mu niezawisłość”95. . W tym ujęciu niezawisłość sędziów oznaczała nie tylko prawo, lecz i faktyczną możliwość niezawisłego wyrokowania, a jej nieodzownym warunkiem była: nieusuwalność, nieprzenaszalność, nietykalność sędziów oraz taki system administracyjno-nadzorczy, który wykluczałby możność wpływania na treść wyroków96.
-------6. Podkreślano, że w interesie wymiaru sprawiedliwości jest niezawisłość sędziowska wszechstronna, polegająca na niezależności od wszelkich wpływów ze strony innych władz, administracji sądownictwa z ministrem sprawiedliwości na czele, a nawet kolegów sędziów97. Obowiązujące w okresie międzywojennym regulacje prawne ww różny sposób ujmowały zakres niezawisłości sędziowskiej. W pewnym sensie stanowiło to odzwierciedlenie aktualnej sytuacji politycznej w państwie. Konstytucja marcowa z 1921 roku stała na stanowisku, że sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu byli niezawiśli i podlegali tylko ustawom, zaś orzeczenia sądowe nie mogły być zmieniane ani przez władzę ustawodawczą, ani przez władzę wykonawczą .
         Gwarancje innego typu dotyczące osoby sędziego to zasada jego nieusuwania, niezawieszania i nieprzenoszenia, a także zasada immunitetu sędziowskiego i odrębności jego stanowiska.

Art. 77 Konstytucji marcowej (Dz.U. 1921, Nr 44, poz. 267). 99 Uzasadniano to wówczas tak: „Sądownictwo nie może być budowane na zasadzie subordynacji wobec władzy przełożonej jak się to dzieje w innych gałęziach władzy państwowej. Stanowisko sędziego jest całkiem inne. Ani interes państwa, ani interes poszczególnych grup, warstw nie może wywierać na orzecznictwo sądowe żadnego wpływu. Obywatel będący w zgodzie z ustawami, powinien znaleźć opiekę w sądzie. Sędziowie wykonujący orzecznictwo, powinni się oprzeć tylko na ustawie i na swoim sumieniu. Wyrok sądowy, orzeczenie sędziego może być zmienione tylko w drodze instancji i nie może tu być stosowana żadna sprawiedliwość gabinetowa, gdzie orzeczenie sędziego może być zmienione bądź to przez Ministra, bądź przez Prezesa Ministrów, bądź nawet przez kogoś jeszcze wyżej postawionego. Sędzia pod każdym względem powinien być niezależny”. Sprawozdanie stenograficzne ze 179 posiedzenia Sejmu Ustawodawczego 1920 r., ł. 32-33 i 42.
               Wydane w 1928 roku, a więc już po przewrocie majowym, jednolite Prawo o ustroju sądów powszechnych, pomimo obowiązywania w dalszym ciągu Konstytucji marcowej, nieco inaczej ujmowało kwestie związane z zasadą niezawisłości. Wyrażało ją wprawdzie wprost: „sędziowie są w sprawowaniu swego urzędu sędziowskiego niezawiśli i podlegają tylko ustawom”103, ale nie gwarantowało w pełni jej realizacji. Umożliwiało między innymi przeniesienie sędziego na inne stanowisko, w inne miejsce służbowe czy nawet w stan spoczynku w przypadkach nie tylko ustawowej (jak to czyniła Konstytucja marcowa), lecz wszelkiej zmiany w ustroju sądownictwa. Prawo o ustroju sądów powszechnych uprawniało prezydenta Rzeczypospolitej do dokonywania zmian odnośnie do okręgów i siedzib sądów, natomiast ministra sprawiedliwości – do tworzenia stałych wydziałów zamiejscowych sądów okręgowych, do których nie mianowano nowych sędziów, lecz przenoszono sędziów z danego sądu okręgowego104. W świetle tych uregulowań można stwierdzić, że wbrew ustaleniom Konstytucji z 1921 roku sędziowie byli przenaszalni. Przenieść ich mogła władza wykonawcza, która była uprawniona do zmian w organizacji sądownictwa105. Sędziowie pokoju (którzy mieli orzekać przy sądach grodzkich, choć w rzeczywistości nie zostali nigdy powołani) mogli być nie tylko przenoszeni, ale nawet usuwani z zajmowanego stanowiska. Usunąć ich mógł minister sprawiedliwości bądź w drodze zniesienia sądu pokoju, bądź na skutek uchwały zgromadzenia ogólnego właściwego sądu okręgowego  Po Zamchu majowym czytaj zbrdni majowej z 1926 rok  Władza ustawodawcza czyli sejm wydał roporządzenie aby można było nie wygodnych  sędziow – w 1928 roku wydano roporządzenie . Prawo o ustroju sądów powszechnych zezwalało ponadto na usuwanie i przenoszenie sędziów do innej miejscowości, a nawet w stan spoczynku „w interesie wymiaru sprawiedliwości lub powagi stanowiska sędziego”.      W rozporządzeniu z 1928 roku określono też długość okresu organizacyjnego, w ciągu którego władza mianująca mogła przenosić sędziów bez ich zgody do innego sądu lub w stan spoczynku: dla sędziów Sądu Najwyższego wynosił on trzy miesiące, dla sędziów apelacyjnych – jeden rok, dla sędziów okręgowych i grodzkich – dwa lata108. Wątpliwości budziło zwłaszcza objęcie okresem organizacyjnym Sądu Najwyższego. Obawiano się też, że wprowadzenie tak długich okresów organizacyjnych może doprowadzić do usunięcia z sądownictwa wszystkich niewygodnych sędziów i powołania na ich miejsce osób odpowiadających władzom politycznym. Obawy okazały się w pełni uzasadnione, gdyż rychło z sądownictwa usunięto wielu sędziów, w tym Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego Władysława Seydę, Prezesa Izby Karnej Sądu Najwyższego Aleksandra Mogilnickiego oraz takich sędziów Sądu Najwyższego, jak: O. Szeller, L. Mendelsburg, F. Ochimowski, W. Barański, M. Fedyński109. Wprawdzie nowela do Prawa o ustroju sądów powszechnych z dnia 4 marca 1929 roku uchyliła postanowienia dotyczące możliwości przenoszenia sędziów Sądu Najwyższego i sądów apelacyjnych bez ich zgody w inne miejsce lub w stan spoczynku w tzw. okresie organizacyjnym, jednak nastąpiło to już po usunięciu niewygodnych sędziów.  PODOBNIE ROBI ZIOBRO W III RP
    ZIOBRO Z KAĆZYŃSKIM SKOPIOWAŁ USTAWY O SADACH Z II RP. 1932 roku, ponownie rozszerzyła możliwość wpływania władzy administracyjnej na obsadę stanowisk  sędziowskich, ograniczając tym samym zasadę niezawisłości sędziowskiej111. Upoważniono władzę mianującą do przenoszenia w okresie od 27 sierpnia do 31 października 1932 roku sędziów wszystkich sądów, bez ich zgody, do innego równorzędnego sądu lub w stan spoczynku. W tym samym czasie można było prezesów oraz wiceprezesów sądów mianować bez ich zgody sędziami w tychże sądach oraz w sądach równorzędnych lub wyższych.    Na tej podstawie, z niewątpliwym pogwałceniem zasady niezawisłości sędziowskiej, ponownie usunięto z sądownictwa niewygodnych dla władzy sędziów.Był to

W pewnym sensie niezawisłość sędziowską ograniczały także powołane przez jednolite Prawo o ustroju sądów powszechnych kolegia administracyjne, które z czasem przejmowały coraz więcej kompetencji kosztem zgromadzeń ogólnych sądów. Ich skład dawał przewagę prezesowi sądu i powoływanym przez niego dwóm członkom (obok dwóch członków powoływanych przez zgromadzenie ogólne sądu). Taki system nadzoru administracyjnego sądów sprzyjał wpływaniu na postępowanie sędziów. Umożliwiał na przykład celowe przeciążenie pracą sędziego, dawanie urlopu wypoczynkowego w niedogodnym dla niego okresie, odsuwanie od wyrokowania pod pozorem delegowania do czynności administracyjnych, niedopuszczanie do awansu, gnębienie ustawicznym „wytykaniem” błędów lub upomnieniami itp., a z drugiej strony – faworyzowanie sędziów odpowiadających swoją postawą władzom  Wszystko to robi obecnie ZIOBRO z Kaczyńskim   Konstytucja kwietniowa zerwała z zasadą niezależności sądownictwa odinnych władz, podporządkowując je zwierzchnictwu prezydenta Rzeczypospolitej.
DEBATOWANO by o. Podstawę wydania orzeczenia stanowić mogła tylko ustawa, okoliczności sprawy oraz sumienie sędziego. Żaden zwierzchnik, czy to sędzia wyższego sądu, prezes, czy nawet minister sprawiedliwości nie powinni mieć prawa nakazywać ani nawet zalecać sędziemu, żeby w sprawie orzekał w określony sposób. Tak więc kwestia rzeczywistego wyodrębnienia stanowiska sędziego, wiązała się w sposób bezpośredni z realizacją zasady niezawisłości sędziowskiej.

Znalezione obrazy dla zapytania wolne sady plansze zdjęciaZnalezione obrazy dla zapytania wolne sady plansze zdjęcia

Polska w stanie POLITYCZNEJ wojny z ROSJA od Smoleńska -Jeden mały zakompleksiony człowiek rządzi 38 milionowym narodem

  Ten pan wcielił się w marszałka stoi przed porterem marszałka J ózefa Piłsudskiego.... https://gazda110.blogspot.com/2023/06/kiedy-polacy-...